Wszyscy i wszystkie jesteśmy istotami seksualnymi, w najróżniejszych barwach i wydaniach – mówi coachka intymności Agnieszka Szeżyńska, autorka książek „Warsztaty intymności” oraz „Warsztaty intymności dla par”. – Osoba z niepełnosprawnością może chcieć mieć niesamowity seks nie z tej ziemi, ze sobą lub z innymi ludźmi, i może nie chcieć seksu. Może chcieć być w zgodzie ze sobą, być z kimś i móc przy tym kimś być sobą.

Agnieszka Łopatowska: W swojej książce „Warsztaty intymności dla par” (wydawnictwo Otwarte) przedstawiasz świetną metaforę budowania życia seksualnego jak domu – potrzebny mu solidny fundament, czyli wspólna filozofia działania, oraz parter, kolejne piętra i pokoje, w których można się spotykać. Z czego budować ten fundament, żeby był jak najtrwalszy?

Agnieszka Szeżyńska: Z jednej strony solidny fundament tworzy się przez budowanie wspólnej wizji związku, miłości i seksu. Czy nasze związkowe potrzeby są podobne? Czy podobnie definiujemy „miłość”? Czy seks zajmuje podobne miejsce w naszych życiach? Więzi budują się na podobieństwach, więc warto, by tym fundamentem było poczucie wspólnoty. Jednocześnie przecież na wiele sposobów się różnimy i zmieniamy się na przestrzeni lat. Solidny fundament to więc również taki, w którym jest miejsce na to, co mamy inaczej, na zmianę, na ciekawość wobec siebie nawzajem. Czyli ten fundament ma dwa filary – jest w nim miejsce i na wspólnotę, i na autonomię. I na więź, i na niezależność.

Przejdźmy do budowania i urządzania pięter – co się na nich powinno znaleźć?

Każdy „intymny dom” wygląda nieco inaczej, bo piętra i pokoje mają spełniać potrzeby osób tworzących relację. Wiele z nich buduje się organicznie i niepostrzeżenie, przez decyzje, jakie podejmują osoby w parze, sposób, w jaki okazują sobie bliskość czy pożądanie. Jednocześnie głównym narzędziem świadomego urządzania pięter jest to słynne słowo na „k”, czyli komunikacja. Wyrażanie swoich potrzeb, omawianie preferencji i granic, proponowanie, zgadzanie się, odmawianie, negocjowanie. Umiejętność prowadzenia rozmów o seksualności w poczuciu bezpieczeństwa obu stron sprawia, że można dbać o to, by ten wspólny intymny dom był jak najlepiej dostosowany do potrzeb obu stron.

Dwie osoby budujące ten wspólny dom mają mieć tam miejsce na własne seksualne „ja”…

Zgadza się. Intymny dom, w którym chce się mieszkać to taki, w którym jest miejsce dla obu osób w całości, takimi, jakie są. Obie strony mają prawo w tym domu mieć miejsce na swoje potrzeby i granice, swoje pragnienia i problemy, swoją radość i swój ból. Obie osoby mają prawo współistnieć w tej wspólnej przestrzeni, zarówno wtedy, gdy się zgadzają, chcą tego samego, gdy jest łatwo i przyjemnie, jak i wtedy, gdy ich potrzeby się różnią i robi się trudniej. Czyli ten dom to taki, który nie wymusza porzucania jakiejś części siebie na progu za każdym razem, gdy się do niego wchodzi.

Namawiasz partnerów do budowania współ/nie/zależności, czyli brania odpowiedzialności za własne szczęście i wspieraniu drugiej osoby do w jej dążeniu do szczęścia z zachowaniem własnych granic. Pierwsza część zdania wygląda na łatwą, przynajmniej na początku każdej wspólnej drogi, ale jak później pilnować tych granic?

Zacznę od tego, że te dwie części filozofii współ/nie/zależności tak naprawdę nie istnieją jedna bez drugiej, a kluczowe jest tu rozróżnienie na odpowiedzialność i wsparcie. Za siebie bierzemy odpowiedzialność. Drugą osobę wspieramy. Podczas gdy branie za siebie odpowiedzialności może komuś sprawiać większą lub mniejszą trudność, najczęstszym problemem, który obserwuję w parach jest branie odpowiedzialności za drugą osobę w miejsce wspierania jej: „Jest ci smutno z mojego powodu? Nie pozwolę ci się smucić – uratuję cię od tego smutku (będziesz musiał/a mi pozwolić się uratować i potem mnie za to docenić), albo wybiję ci ten smutek z głowy, bo moim zdaniem jest nieuzasadniony”. To często największe wyzwanie współ/nie/zależności: pozwolić bliskiej osobie, by czuła tak, jak czuje, myślała to, co myśli, miała tak, jak ma, również wtedy, gdy dla nas samych jest to trudne przeżycie. Czyli pozwolić jej, żeby była sobą i sama brała odpowiedzialność za siebie, a jednocześnie okazywać wsparcie i pytać „jak mogę cię w tym wesprzeć?”.

I tu wracam do twojego pytania o granice. Niczyje wsparcie nie jest nieskończone, każda osoba posiada jakieś granice tego, co jest w stanie dać drugiej stronie. Wyczuwanie tej granicy między „tak, to jest coś, co jestem gotowy / gotowa ci dać”, a „nie, na to nie mam gotowości, tego nie mam do dania” to nie jest umiejętność do jednorazowego nauczenia się, tylko proces do pielęgnowania na przestrzeni całego życia. Najlepszą strategią jest tu zwalnianie tempa – życia, rozmowy, interakcji. Granice często umykają nam, bo jesteśmy w pędzie, pod presją znalezienia odpowiedzi, a odpowiedź „tak” rodzi zwykle mniej trudności w kontaktach z innymi ludźmi niż „nie”, więc w tym pędzie możemy mieć tendencję po nią właśnie sięgać.

Zwolnienie tempa, powiedzenie „daj mi chwilę, muszę się zastanowić” stwarza moment, w którym możemy zwrócić się do wewnątrz siebie i zadać sobie pytanie: „czy ja mam gotowość to dla ciebie zrobić, czy to leży poza moimi granicami?”. Dodatkowo, warto pamiętać, że odpowiedź na to pytanie często po prostu nie jest jeszcze na tym etapie oczywista; zdarza się, że dopiero po daniu czegoś drugiej osobie robi się dla nas jasne, że to było za dużo. To nie nasz defekt. To proces uczenia się o sobie.

Rozmowy o intymności są trudne, w Polsce nadal seksualność jest tematem tabu. Jak stworzyć bezpieczną przestrzeń do rozmów o sferze intymnej w związku?

Z jednej strony tak, rozmowy o intymności są i mają prawo być trudne, bo dotykają bardzo wrażliwej części nas. Z drugiej strony, mam poczucie, że ta „trudność” wynika w dużym stopniu z braku dostępnych powszechnie przestrzeni do rozmawiania o seksualności w poczuciu bezpieczeństwa i szacunku. Gdy taką przestrzeń się znajdzie lub uda się ją stworzyć, okazuje się często, że rozmowy o seksie są znacznie łatwiejsze, niż się wydawało. Osobom, które chcą w takich przestrzeniach przebywać polecam system trójstopniowy. W pierwszej kolejności zaczynamy nie od mówienia, a od szeroko pojętego słuchania: wyszukujemy polecane i rzetelne sekspozytywne strony, osoby, profile, konta w mediach społecznościowych, czytamy książki, słuchamy podcastów. Lubię to nazywać „taplaniem się” w przyjaznych, akceptujących i edukacyjnych narracjach o seksualności.

W następnej kolejności przechodzimy do rozmawiania, ale jeszcze nie z innymi ludźmi, a ze sobą – do tego właśnie zaprasza moja pierwsza książka, „Warsztaty intymności”, która służy do pracy samodzielnej z własną seksualnością. Zadajemy sobie pytania o to, jak działa nasza seksualność, co ją ukształtowało i co kształtuje ją teraz, jakie są nasze potrzeby i granice, co w niej na cieszy, a co sprawia nam trudność i jak chcemy sobie z tymi trudnościami radzić. Po tych dwóch krokach znacznie łatwiej przejść do trzeciego, czyli rozmawiania z osobą partnerską albo innymi bliskimi osobami w naszym życiu czy podczas spotkań lub warsztatów. Krok pierwszy daje wiedzę, krok drugi samoświadomość, a one bardzo pomagają tworzyć bezpieczną przestrzeń w kontaktach z innymi ludźmi.

W komunikacji międzypartnerskiej często pojawiają się zakłócenia: kamuflaż, pseudopytania, różne definicje tych samych wrażeń. Jakie masz sposoby na ich wyeliminowanie?

„Warsztaty intymności dla par” proponują powiększanie świadomości językowej jako jedno z głównych narzędzi. Przyglądanie się temu co, jak i po co mówimy, kiedy wyrażamy siebie. Czy jeśli mam chęć na seks, to mówię „mam chęć na seks”, czy pytam drugiej osoby, czy ona ma? Druga opcja to swoisty kamuflaż, bo w miejsce mówienia o swojej potrzebie, pytam o potrzebę drugiej osoby i mam nadzieję, że się zorientuje, że tak naprawdę chodzi o mnie i „bez proszenia” wesprze mnie w spełnieniu moich potrzeb. Pseudopytania to z kolei zdania, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak pytania, ale w rzeczywistości znów zakamuflowanym wyrażeniem swojej prawdy, na przykład „a nie sądzisz, że powinieneś mnie wcześniej uprzedzić?”. Swoją formą zobowiązują do odpowiedzi, ale nie pytają o informację, bo osoba je zadająca zna już na nie odpowiedź. Z kolei różne definicje tych samych wyrażeń to po prostu natura języka. Różne osoby różnie rozumieją pojęcia takie jak „miłość”, „troska” czy „zaangażowanie”. Warto omawiać to, jak rozumiemy kluczowe dla relacji pojęcia, bo część konfliktów wynika z założenia, że rozumiemy rzeczy tak samo (co z pewnością często jest prawdą), podczas gdy bywa, że rozumiemy je inaczej. Okazję do takich rozmów stwarzam w zadaniach w „Warsztatach intymności dla par”.

„Warsztaty intymności dla par” zostały napisane nie tylko z myślą o związkach heteroseksualnych, ale również homoseksualnych – z potrzeby łamania tabu?

Z mojej perspektywy istnienie osób nieheteronormatywnych czy związków homoseksualnych nie jest żadnym tabu do przełamania, jest po prostu faktem. Wszyscy i wszystkie jesteśmy istotami seksualnymi, w najróżniejszych barwach i wydaniach, wszyscy i wszystkie próbujemy realizować tę cząstkę siebie tak, by jak najsilniej być w zgodzie ze sobą. Związki jednopłciowe i różnopłciowe mają masę tych samych radości, wyzwań i wartościowych do omówienia kwestii. Pisząc książkę starałam się być w zgodzie sama ze sobą, czyli z tą perspektywą.

Czy osoby z niepełnosprawnościami mają inne potrzeby od osób w pełni sprawnych?

Niepełnosprawność to jeden z kontekstów, w którym istnieje seksualność, ale przecież nie jedyny. Tak, stwarza on zależne od rodzaju niepełnosprawności wyzwania, które mogą wymagać uwagi i zaopiekowania. Jednocześnie każda osoba z niepełnosprawnością jest przede wszystkim złożoną, wielowymiarową jednostką, ze wszystkimi potrzebami i troskami wynikającymi po prostu z człowieczeństwa. Może pragnąć niezależności, może pragnąć więzi, może pragnąć jednego i drugiego. Może chcieć mieć niesamowity seks nie z tej ziemi, ze sobą lub z innymi ludźmi, i może nie chcieć seksu. Może chcieć być w zgodzie ze sobą, być z kimś i móc przy tym kimś być sobą. To uniwersalne potrzeby.

Jakie dostrzegasz najbardziej krzywdzące stereotypy dotyczące intymności osób z niepełnosprawnością?

Wciąż niestety świetnie ma się przeświadczenie, że osoby z niepełnosprawnością nie są istotami seksualnymi, że nie mają lub nie mają prawa mieć potrzeb seksualnych. Tak naprawdę ten mit jest kolejnym kamuflażem. Prawdziwszym komunikatem mogłoby tu być na przykład „wiem, że jesteś istotą seksualną, ale nie wiem jak mam sobie z tym faktem poradzić, więc wolę zbudować sobie obraz ciebie, w którym nie jesteś”. Osoby z niepełnosprawnościami mogą mieć i mogą wyrażać swoją seksualność. Odmawianie komukolwiek prawa do tego to odmawianie komuś człowieczeństwa.

Piszesz: „Przyjemności nie można nikomu ‘dać’. Ona rodzi się w ciele osoby, która ją odczuwa” – wiele osób z niepełnosprawnościami wstydzi się niedoskonałości swojego ciała. Czy jest sposób na pokonanie tego wstydu?

Z wstydem, jak i w ogóle z trudnymi emocjami, nie idziemy na wojnę. Witamy ten wstyd najlepiej jak potrafimy, przyglądamy mu się i wchodzimy z nim w dialog. Może się tu przydać – zupełnie serio! – wyobrażenie sobie wstydu jako oddzielnej osoby, nadanie mu imienia, kształtu czy koloru. Wsłuchanie się w to, co ma nam do powiedzenia przynosi zwykle więcej korzyści niż próby wybijania go sobie z głowy czy siłowego przełamania go. W bardziej lub mniej sensowny sposób, wstyd przed czymś nas zwykle chroni; może przed oceną, przed odrzuceniem, przed niezrozumieniem, przed utratą więzi. Warto zacząć od zapytania się siebie co chronimy i czy mamy jakieś inne strategie radzenia sobie z obawami niż wstyd. To w zakresie rozmawiania ze sobą. A jeśli chodzi o rozmawianie z innymi ludźmi, wypowiadanie swojego wstydu w bezpiecznej przestrzeni to właśnie to, co sprawia, że wstyd mięknie i subtelnieje.

Czy jest uniwersalny sposób na bycie sobą i ze sobą bez względu na to, kim jesteśmy i jak bardzo się różnimy?

Nie ma możliwości posiadania głębokiej więzi z każdą osobą pod słońcem, więc tak całkowicie bez względu na różnice, nie. Wspólnota – jak sama nazwa wskazuje – buduje się na tym, co wspólne. Głębokie różnice, z którymi nie mamy gotowości się mierzyć oznaczają zwykle brak możliwości relacji. Jednocześnie, żeby być ze sobą nie trzeba mieć „wszystkiego tak samo”. Kiedy mamy wspólne części, które sprawiają nam radość i dają relacyjne szczęście, możemy też się różnić i pozwalać tym różnicom istnieć. Bezpieczna więź to taka, która jest w stanie unieść różnicę, nie chwieje się w jej obliczu, nie dąży do całkowitego ujednolicenia, a pozwala nam się różnić. Być sobą i ze sobą.

Książka „Warsztaty intymności dla par” jest w sprzedaży tylko online, możesz zamówić ją tutaj: https://bit.ly/3tIcboC

Skip to content